Harnaś - Ślązak z urodzenia, Kaszuba z przeznaczenia

 

Urodziłem się na Śląsku, niektórzy twierdzą, że to nadal widać, bo fantazja u mnie niby południowa. Mamy swojej nie pamiętam, bo już we wczesnym źrebaczym życiu przyszło mi na północ się wybierać, choć chęci na to - przyznać muszę, nijakiej nie miałem.

 

Bo to radość niby jakaś z domu w świat wyruszać samemu? Nie dziwcie się zatem, że z tej za rodzinną stajnią tęsknoty złość, a przede wszystkim żal przeze mnie przemawiały. Trudnym byłem źrebakiem, co problemy potrafił stwarzać. Na szczęście dobrych ludzi na swojej drodze spotkałem, bo przygarnęli mnie  Zdzisia i Jacek Weissgerberowie, którzy od siebie dali mi tyle ile tylko mogli. Mieszkałem kątem przy szkole a moim największym przyjacielem był wówczas kot, z którym czasami nazbyt lubiłem rozrabiać.

Jako, że życzliwych ludzi na Kaszubach spotkałem więcej - trafiłem do stajni Marysi i Antoniego Synaków. Mimo polepszenia warunków najpierw niezbyt podobała mi się przeprowadzka. Nowi właściciele nieba mi przychylali karmiąc końskimi delicjami, z kukurydzą i owsem na czele. Zdecydowanie za dużo ciała wtedy przybrałem, a od dobrobytu chyba zbytnio się rozkokosiłem. Toteż słusznie za złe mi miano skłonności do nieposłuszeństwa i gryzienia.

W takich okolicznościach szybko doszedłem do zdrowia dobrego. Pani Marysia i pan Antoni widząc we mnie potencjał większy skonsultowali się z panem wójtem Leszkiem Pobłockim, który im dobrą drogę dla mnie podpowiedział. Swojego spełnienia życiowego miałem od teraz szukać w prawdziwej stadninie.

I tak trafiłem do Pegaza, ośrodka jeździeckiego w Dziemianach. Wymaganych umiejętności wówczas nie posiadałem, zadanie przed panem Marcinem Podporą zatem trudne było. Z nieokrzesanego, hardego i niepokornego konia uczynić wierzchowca co się zowie...

Dziś nikt już we mnie nie widzi dawnego zawadiaki. Dostrzeżono moje talenty, nauczono pokory i pracy. Opłacało się, bo zachwycają się mną dziś wszyscy. Uczestniczę w pokazach piękności, w zawodach jeździeckich, skaczę przez przeszkody, a gdy czas pozwala biorę udział w akcjach charytatywnych. W czasie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zebrałem mnóstwo grosza dla dzieciaków. Zresztą - z nimi najlepiej mi się pracuje, a najbardziej lubię kiedy przyjeżdżają do mnie te z Dziemian i Sierakowic, wiecie - te z Ośrodków. Wtedy wiem, że cała moja droga w dobrą stronę wiodła.

 

Harnaś                          

 

Niektórzy to nawet ze mną filmy kręcą:

 

 

Do zdjęć też szybko się przyzwyczaiłem:

 

        

        

        

       

        

        

        

 

Zdjęcia pochodzą ze źródeł własnych oraz z facebookowego profilu Ośrodka Jeździeckiego Pegaz.