HONOROWY PATRONAT NAD PRZEDSIĘWZIĘCIEM OBJĘŁY:

(kliknij w logo, aby przeczytać dokument potwierdzający patronat)

 

        

 

Aktualny stan przygotowań do wyprawy - również na:

 

                     

 

W związku z wyjazdem pojawiła się u nas ekipa filmowa gdańskiej Panoramy. Oto materiał wyemitowany przez TVP Info o/Gdańsk w dniu 07.02.2013:

 

 

W S P O M N I E N I A  Z  P O D R Ó Ż Y:

 

Dzień drugi - daktyle i mleko, czyli radość poznawania

 

Program pobytu szczęśliwie przewidział sobotnie przedpołudnie, jako czas na aklimatyzację w nowych warunkach. Pierwszym oficjalnym punktem planu był wyjazd do bliźniaczego, w stosunku do naszego, ośrodka. Zanim jednak tam dotarliśmy - skoncentrowaliśmy się na zapoznaniu z hotelem i okolicami.

Śniadania serwowano do godziny dziesiątej, toteż nikt nie narzekał na zbyt krótki czas na odpoczynek. Wręcz przeciwnie - już w czasie śniadania kolejne osoby dzieliły się swoimi wrażeniami i relacjami z miejsc, które zdążyły już rano odwiedzić! Samo śniadanie swoją obfitością i urozmaiceniem zadowoliło wszystkich. Bufet szwedzki złożony z dań kontynentalnych z akcentami kuchni marokańskiej zachęcał do skosztowania. Wszechobecny dodatek rozmarynu i kminku nadawał potrawom wyjątkowego, obcego dla naszej kulinarnej świadomości, aromatu. Zdziwienie europejczyków dopełnione zostało brakiem zastosowania soli. Jej miejsce, poniekąd zdają się za to zajmować cukier i miód, których nuty odszukać można zarówno w potrawach warzywnych jak i mięsnych. Jednomyślny aplauz uzyskał za to świeży, wyciskany na naszych oczach sok z pomarańczy. Prawdziwy rarytas zważywszy na to, że cytrusy, które znamy w Polsce nijak mają się do swoich odpowiedników rosnących w Maroku.

Czas przedpołudnia upłynął pod znakiem spacerów i zapoznawania się z hotelem. Największą popularnością cieszyła się oczywiście plaża Atlantyku, na którą bezpośrednie zejście wiodło z terenu basenowego. Szeroka, piaszczysta o zdecydowanie ciemniejszym kolorze niż bałtycka. Szum oceanu potężniejszy niż morski, raczej budzący respekt niż kojący zmysły. Temperatura wody i wysokie fale nie zachęcały do kąpieli ale chyba nie było tego ranka nikogo, kto choć po kostki nie spróbował wejścia do niej. Ci, którzy zapragnęli kąpieli znaleźli ujście swoich pragnień w basenach pomiędzy zabudowaniami hotelu. Tutaj, wśród palm, usytuowano dwa większe i jeden mniejszy basen. Doskonałe miejsce relaksu.

Przed obiadem spotkaliśmy się wszyscy na sali konferencyjnej. Gospodarzem była pani rezydent, która przybliżyła najważniejsze kwestie związane z pobytem i odnalezieniem się w kulturze arabskiej. Najważniejszym punktem spotkania była jednak obecność Pana Azima, dyrektora ośrodka dla dzieci niepełnosprawnych w Biougra, do którego jeszcze dzisiaj się wybieraliśmy. Po niezwykle ciepłym powitaniu, opowiedział pokrótce o szkole, którą reprezentuje, a co najważniejsze - jeszcze raz, serdecznie nas do niej zaprosił.

 

 

Czas przedpołudnia zwieńczony obiadem minął zatem bardzo szybko. Wszystko, co nowe i przyjemne zdaje się pochłaniać czas z podwójną prędkością.

Nie mając do tej pory możliwości przyjrzenia się zwykłemu życiu i zwyczajnym ludziom Maroka, byliśmy ciekawi, co zobaczymy poza terenem hotelu? Jak wypadnie konfrontacja pomiędzy naszymi wyobrażeniami afrykańskiego czy arabskiego życia a ich rzeczywistością? Pierwszą możliwością weryfikacji stała się autokarowa podróż do Biougra. Pokonanie kilkudziesięciokilometrowej odległości dzielącej nas od tej miejscowości w innych okolicznościach stanowiłoby zapewne mało interesującą konieczność, ale nie tutaj, nie w tym wypadku. Pierwsze kilometry podróży upłynęły pod znakiem nieustannego śledzenia tego, co akurat mijamy. Wielokrotnie podnoszone w autobusie głosy, namawiające do spoglądania w określonych kierunkach, zdawały się potwierdzać dociekliwość i ciekawość uczestników podróży. W wielu przypadkach, ze względu na unikatowość dojrzanych scen, nieocenione okazywały się komentarze i wyjaśnienia Pani Hani, która ewidentnie bardzo dobrze przygotowała się do roli przewodnika! Dużym zainteresowaniem pasażerów cieszyły się zarówno budownictwo czy sposób spędzania wolnego czasu przez Marokańczyków ale także flora i fauna mijanych terenów, bo jak tu na przykład nie zwrócić uwagi na pasące się na łące... wielbłądy. Niemniej jednak zdecydowanie można wskazać ten jeden aspekt społecznego życia Arabów w okolicach Agadiru, który przy tym pierwszym spotkaniu z ów rzeczywistością budził największe emocje. Osobom siedzącym zwłaszcza z przodu autokaru nie raz w czasie tego przejazdu zjeżył się włos na ciele. Wszystko za sprawą ruchu ulicznego, który na pierwszy rzut oka wydał się nieokiełznany przez nikogo. Zasady poruszania się samochodów po jezdni wydawały się nie mieć sensu umocowanego w przepisach ruchu drogowego. Jeszcze bardziej chaotycznie wyglądało uczestnictwo pieszych w poruszaniu się po drogach. Ucieczki spod kół, spacerowanie środkiem ulicy czy wymuszanie zatrzymań pojazdów z narażeniem życia - oto co zastaliśmy na (bardzo dobrych) drogach okolic Agadiru.

Nic dziwnego, że czterdziesto minutowa jazda upłynęła niepostrzeżenie. Około godziny 14:30 nasz autokar zaparkował przy szkole w Biougra.

 

Z niejaką nieśmiałością opuściliśmy autobus. Dłużej niż zazwyczaj trwało przygotowanie wózków i zebranie się w sobie aby ruszyć ku bramie. Do świadomości uczestników wyprawy dotarło w tej chwili to, że zbliżają się do meritum wyjazdu, do momentu, o którym nie raz od pół roku już myśleli, ale którego nijak nie udało się antycypować. Wielka zagadka i jeszcze większa radość z jej odkrywania czekały na wyciągnięcie ręki. Po drugiej stronie kolorowego płotu ośrodka dojrzeć można było niemal identyczną niepewność i zawahanie. Nikt nie obawiał się tego jak wypadnie, jak wygląda czy jak zostanie odebrany w sensie fizycznym, ale tego czy człowiek z człowiekiem porozumie się mimo braku słów, mimo różnic? Taka zwykła ludzka bezinteresowna ciekawość i niepewność pierwszego spojrzenia.

Pierwsze lody przełamało zaproszenie do skosztowania daktyli i mleka, które w kulturze marokańskiej odpowiadają rodzimemu chlebowi i soli, a podawane są gościom, na których przyjazd czeka się długo i przygotowuje się doń intensywnie. Nie mogliśmy odmówić sobie tej przyjemności. Już po chwili wszyscy, a było nas naprawdę wielu, znaleźliśmy się w murach ośrodka. Prezentacja kolejnych sal dydaktycznych wiązała się z poznawaniem coraz to nowych osób, zarówno dzieci - uczestników zajęć, jak i dorosłych - pracowników placówki. Warto podkreślić, że wśród witających nas znaleźli się także rodzice podopiecznych ośrodka. Mimo sobotniego popołudnia stawili się w naprawdę sporej liczbie. Pierwszy kontakt dzieci okazał się nie lada przeżyciem, a i platformą dla poznania kilku pierwszych słów w obu językach.

 

 

Najbardziej oficjalna część pierwszego spotkania odbyła się w wielkim namiocie, specjalnie na tę okazję ustawionym w ogrodzie obok budynku. Niezmiernie ciepło i serdecznie przywitał nas jeszcze raz Pan Abdelaziz Moussaid, prezes Federacji Stowarzyszeń Osób ze Szczególnymi Potrzebami w Chtouka Ait Baha. Kilkoma słowami powitania i wzruszenia wynikającego z organizacji tak wielkiego przedsięwzięcia podzieliła się także Pani Beata Perlińska, pracownik Ambasady Rzeczypospolitej w Rabacie. Kondukt przemówień zamknęła Pani Ewa Przepiórska, dyrektor ZPO-PSOUU w Sierakowicach, która ku uciesze gospodarzy wspomniała o niezwykłej urodzie tamtejszych dzieci oraz nieskrywanej przyjemności z gorącego przyjęcia.

Kolejnym punktem pierwszego spotkania naszych dzieci były pokazy tańca ludowego przygotowane przez podopiecznych ośrodka. Wśród nich znalazł się między innymi taniec plemion berberyjskich w rytm ich tradycyjnej muzyki. Mieliśmy też okazję wysłuchać francuskojęzycznej wersji piosenki pt. "Panie Janie". Olbrzymią niespodzianką było wykonanie krakowiaka przez dwójkę głuchoniemych uczniów szkoły.

 

 

Dzień zakończył słodki poczęstunek. Marokańczycy dumni są ze swoich wyrobów cukierniczych, twierdząc, że to najlepsze, co w kuchni marokańskiej można spotkać. Jak okazało się tego dnia i w kolejnych zresztą też - mają rację.

Maroko słynie także z przepięknych zachodów słońca - w drodze do hotelu mieliśmy okazję skosztować tego widoku.

 

 

 

 

 

Przejdź do: <<< dzień pierwszy, dzień trzeci, dzień czwarty, dzień piąty, dzień szósty, dzień siódmy/ósmy, poprzednie wpisy (przygotowania) >>>