HONOROWY PATRONAT NAD PRZEDSIĘWZIĘCIEM OBJĘŁY:

(kliknij w logo, aby przeczytać dokument potwierdzający patronat)

 

        

 

Aktualny stan przygotowań do wyprawy - również na:

 

                     

 

W związku z wyjazdem pojawiła się u nas ekipa filmowa gdańskiej Panoramy. Oto materiał wyemitowany przez TVP Info o/Gdańsk w dniu 07.02.2013:

 

 

W S P O M N I E N I A  Z  P O D R Ó Ż Y:

 

Dzień siódmy - dzikość natury i słodycz pomarańczy

 

Już od tygodnia jesteśmy w podróży. Zmęczenia i znudzenia próżno szukać na którejkolwiek z twarzy uczestników wyprawy. I choć rozłąka niektórym zaczyna powoli doskwierać a tęsknota za bliskimi pozostawionymi w Polsce gdzieniegdzie przewija się w wypowiedziach - nikomu nie braknie ochoty i woli na kolejny dzień poznawania tego magicznego, afrykańskiego świata.

 

Tym razem bliżej postanowiliśmy przyjrzeć się przyrodzie Maroka. Pierwszym celem czwartkowej podróży był Park Narodowy Souss-Massa. Park ten rozciąga się pomiędzy Agadirem a Sidi Ifni, tworząc szeroką wstęgę na północnoatlantyckim wybrzeżu Maroka. Powierzchnia niemal trzydziestu czterech tysięcy hektarów czyni go jednym z większych parków w tym kraju. Stanowi on schronienie dla dwustu pięćdziesięciu gatunków ptaków, ponad trzystu gatunków roślin i dwudziestu gatunków ssaków.

W parku powitał nas i oprowadzał po nim jego dyrektor. Na początku zapoznaliśmy się z niedługą historią parku liczącą niespełna dwadzieścia dwa lata. Później odwiedziliśmy salę edukacyjną gdzie dowiedzieliśmy się kilku ciekawych rzeczy o zwierzętach żyjących w tym rezerwacie. Ostatecznie wybraliśmy się na mini-safari.

 

 

Podczas przejażdżki mieliśmy okazję wypatrzeć najważniejsze z chronionych zwierząt: antylopy, strusie i gazele. Zatrzymaliśmy się także na krótki postój w punkcie widokowym - delikatnym wzniesieniu, z którego rozciąga się widok na wielki obszar parku.

 

W drugiej części dnia, a po obiedzie sponsorowanym przez lokalne władze, mieliśmy okazję na własne oczy zobaczyć plantację cytrusów. To również stąd do Polski trafiają pomarańcze i grejpfruty. Kilkudziesięciohektarowe pole drzewek pomarańczowych robi wrażenie. Gospodarze opowiedzieli nam o charakterystyce uprawy tych owoców, zapoznali z rodzajami pomarańczy a także poczęstowali nimi. Co prawda kilka tygodni wcześniej zakończył się okres styczniowych zbiorów, ale na drzewach z łatwością odnajdywaliśmy kolejne sztuki dorodnych owoców. Wielu z nas przywiozło po kilka sztuk do swoich domów.

 

 

Idąc tropem sadownictwa - trafiliśmy na plantację pomidorów. Wielkie foliowe szklarnie, w których szczelnie izoluje się krzewy od wpływu warunków atmosferycznych, rozciągały się również na kilku hektarach. Tutaj także dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o uprawie. Trudno to sobie wyobrazić, ale większość krzaków urasta do ponad sześciu metrów, a zbieranie pomidorów odbywa się na szczudłach. Dobór odpowiednich gatunków oraz rygorystyczne przestrzeganie optymalnych do wzrostu warunków są kluczem do uzyskania najlepszego rodzaju pomidorów. Te produkowane na eksport - zbierane są jeszcze zielonymi, aby w drodze osiągnąć stan gotowości do spożycia.

 

 

Dzień, i w pewnym symbolicznym wymiarze, naszą wyprawę zakończyła kolacja z daniami kuchni marokańskiej. Na tę uroczystą kolację przyjechała między innymi Pani Beata, która na co dzień towarzyszyła nam w poznawaniu uroków Maroka, dbając jednocześnie o nasze bezpieczeństwo i komfort pobytu. W czasie posiłku mieliśmy okazję posłuchać muzyki arabskiej z towarzyszeniem - na żywo wykonanej, gry na bębnie. Egzotyczną atrakcją był także pokaz tańca brzucha.

Wzajemne podziękowania i wyrazy podziwu za tak udaną organizację wyjazdu płynęły ze wszystkich stron. Pani Beata (pracownica Ambasady RP w Rabacie) była pod wrażeniem wytrzymałości, odporności i dojrzałości naszych dzieci i ich rodziców. Jak stwierdziła - "... patrzę na was i waszą cierpliwość z ogromnym podziwem i pokorą, bardzo wiele w czasie tego pobytu się od was nauczyłam. Dziękuję za wzruszenia, których dostarczyliście...". Usłyszeliśmy także deklarację pomocy w przyszłości - którą cenimy i za którą bardzo dziękujemy.

Zdaniem Pana Andrzeja Wojciechowskiego, dyrektora Unii Europejskich Federalistów w Polsce, "największe podziękowania i słowa podziwu należą się Pani Ewie Przepiórskiej - za odwagę i chęć działania". Zwrócił też swoje myśli ku innemu aspektowi naszego pobytu - typowo praktycznemu, jakim było zwrócenie uwagi władz marokańskich na sprawy i potrzeby osób niepełnosprawnych: "Mamy sygnały, że nasza obecność tutaj pomogła i zwróciła uwagę władzom na problem finansowy placówek edukacyjnych dla dzieci niepełnosprawnych" - zakończył.

W imieniu dzieci i rodziców głos zabrał Pan Darek, który serdecznie podziękował za wkład sił i czasu w przygotowanie wyjazdu - zarówno stronie polskiej w postaci zarządu ZPO-PSOUU oraz Pani Hannie Lewandowskiej i Panu Andrzejowi z UEF, jaki i marokańskiej.- pracownikom ambasady w Rabacie oraz ośrodka w Biougra.

 

 

 

Dzień ósmy - nostalgia pożegnania

 

To, czego wszyscy się obawiali przywitało nas pięknym słońcem w piątek pierwszego marca. Ostatni dzień pobytu i konieczność pakowania walizek tak odległe jeszcze tydzień temu - dziś stały się faktem.

Ostatniego dnia plan wyprawy nie narzucał nikomu swojego "reżimu". Toteż niektórzy wyspali się porządnie a inni już od wczesnych godzin aktywnie spędzali wolny czas na zwiedzaniu Agadiru czy ostatnich zakupach. Każdy miał chwilę na pożegnanie się z afrykańskim lądem na swój sposób.

Nostalgia dopadła większość z nas w czasie ostatnich spacerów nad oceanem, kiedy już słońce zniżało się na nieboskłonie i przypominało o nieuchronnej nocnej podróży do Polski.

 

Późnym popołudniem stawiliśmy się wszyscy w hotelowym lobby. Autokarem i busami udaliśmy się w drogę na lotnisko. Ciemność, która ogarnęła już Agadir pozostawiła w pamięci nocny obraz miasta zza szyb autokaru.

Lotniskowe formalności nie trwały długo. Jeszcze tylko krótki odpoczynek przed wyjściem na płytę lotniska i już byliśmy w samolocie. Tym razem przelot nie budził już tyle emocji i obaw. Może to okrzepnięcie po pierwszym locie, a może zmęczenie i głowa pełna wrażeń?

Po starcie - wspominając najlepsze chwile spędzone w Maroku, już chyba wszyscy myślami byliśmy w naszych domach. Późna pora i brak sił sprawiły, że nadzwyczaj szybko w kabinie zrobiło się cicho. Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na Agadir pod nami, majaczący w ciemnościach napis na górze Kasbah...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przejdź do: <<< dzień pierwszy, dzień drugi, dzień trzeci, dzień czwarty, dzień piąty, dzień szósty, poprzednie wpisy (przygotowania) >>>