HONOROWY PATRONAT NAD PRZEDSIĘWZIĘCIEM OBJĘŁY:

(kliknij w logo, aby przeczytać dokument potwierdzający patronat)

 

        

 

Aktualny stan przygotowań do wyprawy - również na:

 

                     

 

W związku z wyjazdem pojawiła się u nas ekipa filmowa gdańskiej Panoramy. Oto materiał wyemitowany przez TVP Info o/Gdańsk w dniu 07.02.2013:

 

 

W S P O M N I E N I A  Z  P O D R Ó Ż Y:

 

Dzień szósty - zapraszamy gospodarzy

 

Mnogość wydarzeń i wachlarz przeżyć powodują, że czas zdaje się uciekać z podwójną prędkością. Ledwo zdążyliśmy się zaaklimatyzować i przybliżyć sobie afrykańskie obyczaje, a tu już szósty dzień naszej podróży. Dzień zapowiadał się za to znów bardzo ciekawie, a w planie były odwiedziny naszych kolegów z Biougra. Tym razem jednak to my postanowiliśmy podjąć ich w hotelu, w którym mieszkaliśmy.

 

Goście zjawili się tuż po śniadaniu, a plan dnia nakazał wszystkim udanie się na plażę. O ile my przez tych kilka dni zdążyliśmy się oswoić z oceanem, o tyle dla naszych gości było to pierwsze z nim spotkanie. Nie było zatem potrzeby czekać na pierwsze zamoczenia. Co prawda temperatura wody nie zachęcała do kąpieli, ale nieobliczalne oceaniczne fale co róż sprawiały psikusa tym bardziej nieuważnym. Z pozoru spokojna woda co chwilę dużą falą wdzierała się na plażę, mocząc wszystko co spotkała na swojej drodze. Śmiechu i radości było co niemiara. Brakiem oporu przeciwko solidnemu zamoczeniu się zdziwiły nas poniekąd marokańskie wychowawczynie, które ulegając namowom swoich podopiecznych wchodziły do wody odziane w tradycyjne długie suknie. Obrazu świetnej zabawy dopełniały: berek oraz rysowanie i pisanie na piasku.

Zorganizowaliśmy także konkurs na zamek z piasku. Do pracy wzięły się dwie, złożone z przedstawicieli obu krajów, drużyny. Pierwsza z nich postawiła na masywną, otoczoną zasiekami i fosą warownię. Druga drużyna nie zostawiła śladu po pierwotnej wersji swojego pomysłu, popuściła wodzę fantazji i wyczarowała z piasku zamek w kształcie człowieka. Jako, że trudno przeciwstawiać sobie tak dwie różne artystyczne wizje - obie ekipy uznane zostały za zwycięskie.

 

 

W nagrodę udaliśmy się do pobliskiego ogrodu zoologicznego, w którym mieliśmy okazję podglądać mniej lub bardziej egzotyczne dla nas zwierzęta. Największą atencją obdarzono rzecz jasna papugi, które najprawdopodobniej właśnie na tą okazję przybrały wszelkie kolory tęczy.

 

 

 

To przedpołudniowe wyjście zakończyły wspólne chwile na miejskim placu zabaw.

 

 

Spacer i zabawa sprawiły, że przynajmniej niektórzy poczuli się głodni. Dzisiejszy obiad zjedliśmy w hotelu a szczególnie miłe okazało się towarzystwo, w jakim go spożyliśmy. Na obiad zaprosiliśmy oczywiście naszych marokańskich przyjaciół. Po posiłku, z przytupem do restauracji wniesiono tort. Był on naszym podziękowaniem dla Marokańczyków za serdeczne zaproszenie i przyjęcie.

 

 

Tym akcentem bynajmniej nie skończył się dzisiejszy dzień. Nasi goście mieli teraz okazję na zwiedzenie hotelu. Zaprosiliśmy ich nawet do swoich pokoi. Po krótkim odpoczynku wybraliśmy się na agadirski souq. Tam panie pomogły nam zrobić zakupy wskazując najlepsze wyroby i pomagając w negocjacji cen. Po godzinie spędzonej na targu przyszła pora na "wdrapanie" się na Kasbah. To masyw górujący nad Agadirem, który jeszcze do niedawna na swoim szczycie znajdował miejsce dla zabudowań tego miasta. Miasta, które wskutek trzęsienia ziemi w latach 60-tych XX wieku przestało istnieć. Jego ruiny do dziś można oglądać zarówno na szczycie góry jak i u jej podnóży. Serpentyna wiodąca na szczyt momentami przyprawiała o zawrót głowy, który to był jednak rekompensowany coraz to piękniejszym widokiem w dół. Teraz - wjeżdżając na wierzchołek, mieliśmy okazję zobaczyć z bliska jak gigantyczny jest napis ułożony z kamieni na zboczu. Widoczny z kilku kilometrów, robiący wrażenie zwłaszcza nocą tekst "Allah, ojczyzna, król", ma przypominać mieszkańcom tej przepięknej okolicy o priorytetach w ich codziennym życiu i filarach ich wiary.

Z samego szczytu rozciąga się fantastyczny widok na Agadir, zatokę i ocean a także w oddali - na samym horyzoncie - góry Atlas. Doskonale widać też stąd to, co wielu mieszkańcom daje szansę na zarobkowanie - oba porty. Z nich w ocean wychodzi codziennie kilkadziesiąt statków i kutrów w celu poławiania ryb i "owoców morza". Na górze można też było spróbować swoich sił jako jeźdźca. Drobną różnice sprawiała tylko obecność wielbłądów zamiast koni.

 

 

Góra Kasbah otworzyła przed nami nowe horyzonty ukazując bezmiar afrykańskiej krainy w której mieliśmy szczęście przebywać. Kojarzyć jednak będzie się nam także z rozstaniem. Tutaj przyszło nam bowiem pożegnać się z ludźmi, których mieliśmy przyjemność poznać, z którymi przez tych kilka dni zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze będziemy mieli okazję się zobaczyć - zresztą ta myśl przyświecała wszystkim, którzy wśród promieni zachodzącego, czerwonego marokańskiego słońca ściskali się, żegnając.

 

 

 

 

 

 

 

Przejdź do: <<< dzień pierwszy, dzień drugi, dzień trzeci, dzień czwarty, dzień piąty, dzień siódmy/ósmy, poprzednie wpisy (przygotowania) >>>