HONOROWY PATRONAT NAD PRZEDSIĘWZIĘCIEM OBJĘŁY:

(kliknij w logo, aby przeczytać dokument potwierdzający patronat)

 

        

 

Aktualny stan przygotowań do wyprawy - również na:

 

                     

 

W związku z wyjazdem pojawiła się u nas ekipa filmowa gdańskiej Panoramy. Oto materiał wyemitowany przez TVP Info o/Gdańsk w dniu 07.02.2013:

 

 

W S P O M N I E N I A  Z  P O D R Ó Ż Y:

 

Dzień trzeci - kozy i argan

 

Po obfitującym w emocje sobotnim popołudniu pozostały miłe wspomnienia i rozbudzone apetyty na poniedziałkowe spotkanie. Tymczasem nadeszła niedziela, która także zapowiadała się ciekawie. W planach było zobaczenie gór Antyatlasu oraz zwiedzenie miejsc związanych z produkcją oleju arganowego.

Olej arganowy, zwany "płynnym złotem Berberów", jest kolejną chlubą Maroka. Zupełnie niezwykła, ze względu na swoje właściwości, substancja jest obiektem pożądania zakładów kosmetycznych oraz gastronomicznych na całym świecie. Jego ograniczona ilość sprawia, że jest jednym z najdroższych naturalnych olejów świata. Produkcja jest ograniczona, bo drzewa arganowe rosną tylko w Maroku i tylko w jego południowej części. Wystarczy wspomnieć, że te jedne z najstarszych na globie drzewa są policzalne, a ze względu na trudność w ich rozmnażaniu i przesadzaniu - ich liczba w ostatnich latach spada. Dlatego odwiedzenie jednego z większych skupisk tych roślin było naprawdę wyjątkowym wydarzeniem, przypominającym o nieodgadniętej naturze przyrody.

Na miejsce zbioru orzechów arganowych trafiliśmy w drodze ku górom Antyatlasu. Niepozorny, przerzedzony zagajnik nie sprawia wrażenia miejsca gdzie rosną tak wyjątkowe i cenne dla gospodarki marokańskiej drzewa. Nieudane próby rozpowszechnienia gatunku spowodowały pozostawienie ich rozwoju samym sobie, co okazało się rozwiązaniem najbardziej wydajnym. Dlatego dostęp do drzew jest niczym nieograniczony, a dbałość o wspólne dobro zapobiega próbom niszczenia roślin czy przywłaszczania cennych nasion.

 

 

Czas naglił więc musieliśmy ruszać w dalszą drogę. Głównym celem była miejscowość Ait Baha, w której mieliśmy obejrzeć zakład produkcyjny oleju arganowego. Pustkowie nas otaczające, coraz bardziej przypominające krajobrazy pustynne, z biegiem kilometrów zaczęło się fałdować. Góry, które jeszcze czas jakiś temu stanowiły lekko rozmywające się tło dla ziemi i nieboskłonu, teraz stawały się bardziej przystępne. Serpentyny wijące się niczym wstęgi wokół pagórków zdawały się nie mieć końca. Tysiące odcieni żółci, czerwieni i zieleni miksowały się ze sobą tworząc niezapomniane widoki. Strome podjazdy przeplatane krótkimi zjazdami i licznymi zakrętami tworzyły rollercoaster, różniący się od wesołomiasteczkowego odpowiednika niesamowitymi pejzażami. Obszar gór Antyatlasu jest niemal niezamieszkany - toteż obecność nielicznych osad w dnach dolin nadawała temu bezmiernemu pustkowiu nutę romantyzmu, złudzenie fatamorgany.

 

 

Lazurowe, błękitne niebo odcinało się bezwzględnie od brunatno-pomarańczowej połaci ziemi. Zieleń wymęczona słońcem nie dorównywała naszej majowej, ale w obecności piaszczystego podłoża i żółtawych skał tworzy obraz egzotyczny dla naszych oczu, przyciągający wzrok mimo pozornej monotonii.

Zwolna zbliżając się do Ait Baha coraz częściej napotykamy ludzi. Wędrujący w tylko sobie znanych kierunkach Marokańczycy witali nas zaciekawionymi spojrzeniami, a czasami pozdrowieniem a nawet groźbą palcem na widok wycelowanych w nich obiektywów. My z kolei dziwiliśmy się częstemu widokowi pozostawionych samym sobie osiołków przywiązanych do przydrożnych drzew czy płotów. Wkrótce okazało się, że towarzyszą one swoim właścicielom w drodze do pracy czy miasta, a pozostawiane są w miejscach, gdzie owi właściciele wsiadają do autobusów. W drodze powrotnej stanowią pomoc dla umęczonych - niosąc na grzbietach toboły. Osiołki i muły nie były jedynymi zwierzętami spotkanymi po drodze. Innymi okazami były np. kozy, które w poszukiwaniu pokarmu wdrapują się na (nie tylko pochyłe) drzewa.

 

 

Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy do Ait Baha. Tam, mimo niedzieli, a więc dnia wolnego od pracy, przywitano nas niezwykle uprzejmie w kobiecej spółdzielni zajmującej się produkcją oleju arganowego. W tym miejscu produkuje się zarówno olej kosmetyczny, wykorzystywany później do produkcji kremów, mydła, olejków i maści, jak i olej jadalny. Ustami Pani Hani, przewodnik opowiedział nam przebieg procesu produkcyjnego. W odróżnieniu od przewodników po Maroku, które podają jeszcze informacje o ręcznym wytłaczaniu cieczy - zakład w Ait Baha jest zmechanizowany. Dzięki temu rezultaty tłoczenia są lepsze, a sam proces nie zajmuje już tyle czasu co wcześniej.

Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy tego dnia był zakład produkujący olejki aromatyczne. Mnogość i intensywność zapachów unoszących się w hali była tak obfita, że niejedna osoba opuściła to miejsce już po paru minutach. Wrażenie sprawiały ilości suszu roślinnego potrzebnego do wyprodukowania stu mililitrów olejku.

Pobyt w spółdzielni zakończyła niespodzianka w postaci przygotowanego przez właścicieli poczęstunku. Na stole, oprócz tradycyjnej, oznaczającej szacunek - miętowej herbaty, znalazł się chleb z trzema rodzajami sosów miodowych i arganowych oraz oczywiście - słodkości.

Zanim jeszcze wsiedliśmy do autobusu - spory kłopot sprawiła mnogość produktów arganowych. Problem polegał na trudności wyboru produktów spośród tych, które oferował tamtejszy sklep. Niepowtarzalna szansa nabycia oryginalnych wyrobów z oleju arganowego sprawiła, że jeszcze długie minuty upłynęły zanim wyruszyliśmy w dalszą drogę.

Celem kolejnego postoju był obiad, który zjedliśmy w jednej z restauracji w centrum Ait Baha. Arabski zwyczaj nakazuje spożywanie posiłku z jednego talerza, co spotkało się z zaciekawieniem ale i aplauzem z naszej strony. Wszak trudno o lepszą integrację niż ta podczas wspólnego jedzenia. Zanim na stołach pojawiło się popisowe danie obiadowej kuchni marokańskiej - otrzymaliśmy przekąskę w postaci chleba oraz talerza ze swego rodzaju sałatką owocowo-warzywną. Mieszanina różnych smaków, od oliwek po pomarańcze, marchew i paprykę, okazała się kompozycją niezwykle wywarzoną i smakowitą. W drugiej kolejności na stołach pojawił się zapowiadany już tajine (tadżin, tażin). Danie złożone z zapiekanej razem z ziemniakami, papryką i cebulą baraniny było niezapomnianym, dla większości podniebień, przeżyciem. Trudno się dziwić, że właśnie ten przysmak jest najbardziej rozpoznawalnym daniem kuchni marokańskiej.

 

Słońce chyliło się ku zachodowi kiedy wracaliśmy do hotelu. Kolejny dzień niezwykłych doznań za i przed nami...

 

 

 

 

 

 

 

 

Przejdź do: <<< dzień pierwszy, dzień drugi, dzień czwarty, dzień piąty, dzień szósty, dzień siódmy/ósmy, poprzednie wpisy (przygotowania) >>>